Gdybym napisał, że SLES jest w porządku, naraziłbym się na poważną krytykę. Napiszę zatem: SLES nie jest taki zły jak się wydaje. Nie będę gołosłowny i postaram się to w niniejszej notce udowodnić.
Zanim o samym SLESie, kilka słów o jego "starszym bracie", czyli SLS. Rozwinięcie tego skrótu to: Sodium Lauryl Sulfate, czyli sól sodowa siarczanu alkoholu laurylowego. W czystej postaci jest to biały proszek, który cholernie się pyli, a co gorsza, nawet niewielka jego ilość wywołuje gwałtowny kaszel i uczucie "duszenia". Straszne świństwo. W zakładach, w których jest on wykorzystywany, pracownicy obowiązkowo korzystają z okularów ochronnych oraz masek na usta. Niestety, dłuższe przebywanie w pomieszczeniu, w którym znajduje się SLS może powodować podrażnienia skóry. Nie brzmi to zachęcająco, prawda?