Pokazywanie postów oznaczonych etykietą siarczany alkilowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą siarczany alkilowe. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 marca 2015

All that SLES... (III)

Po raz ostatni o SLESie. Na jakiś czas.


Tym razem chciałem zaprezentować "twarde" dowody potwierdzające moje zdanie, że siarczany alkilowe nie są śmiertelną trucizną. Ze wszystkich artykułów, które znalazłem chciałbym przytoczyć dwa. Jeden dotyczy wpływu łagodnych środków myjących na potencjał drażniący siarczanów alkilowych, drugi: wpływu hydrolizatów protein. Miłego czytania!

sobota, 7 marca 2015

All that SLES (I)

Gdybym napisał, że SLES jest w porządku, naraziłbym się na poważną krytykę. Napiszę zatem: SLES nie jest taki zły jak się wydaje. Nie będę gołosłowny i postaram się to w niniejszej notce udowodnić.
Zanim o samym SLESie, kilka słów o jego "starszym bracie", czyli SLS. Rozwinięcie tego skrótu to: Sodium Lauryl Sulfate, czyli sól sodowa siarczanu alkoholu laurylowego. W czystej postaci jest to biały proszek, który cholernie się pyli, a co gorsza, nawet niewielka jego ilość wywołuje gwałtowny kaszel i uczucie "duszenia". Straszne świństwo. W zakładach, w których jest on wykorzystywany, pracownicy obowiązkowo korzystają z okularów ochronnych oraz masek na usta. Niestety, dłuższe przebywanie w pomieszczeniu, w którym znajduje się SLS może powodować podrażnienia skóry. Nie brzmi to zachęcająco, prawda?